środa, 25 lipca 2012

Trochę zabawna przygoda - czyli ja, sushi i wasabi.


Opowiem wam dość krótką, lecz bardzo interesującą historyjkę z mojego nastoletniego życia.Czytajcie do samego końca, zaświadczam, iż będzie bardzo śmiesznie. Oczywiście z waszego punktu widzenia. Mi osobiście nie było ani trochę do śmiechu! Chociaż... śmiałam się. Aż do łez.

                                                      ***

   Postanowiła razem z moją przyjaciółką Winry i jej mamą -  Haną wybrać się do Poznania na japoński koncert j-rockowy zespołu "Anli Pollicino". Do samej imprezy zostało nam około 5 godzin. Poznań jest piękny! Uliczki, starówka, restauracje,wszystko było jak ze snu.
Dla zabicia czasu poszłyśmy razem z nowo poznaną koleżanką Kaiu i kuzynką Winry - Nishi na sushi. Stwierdziłam, iż spełnie jedno z moich japonistycznych marzeń i zamówię sobie "tempurę".
Co to takiego "tempura" ? Jest to rodzaj potrawy przygotowywanej na ciepło. W specjalnym cieście maczane są owoce, warzywa bądz krewetki czy też inne owoce morza i przez pare minut zatopione w gorącym oleju. 
Przechodząc już do rzeczy.

                                                      . . .

Kelnerka przyniosła zamówienie. Mój talerz był śliczny. Sześć dużych ułożonych krewetek z zielonymi ozdobami i sosami. 
  • - Beznadziejnie, a mi to wasabi nie dali! - powiedziałam. 
  • - Jak chcesz, to weź moje, ja nie lubię - odpowiedziała mi Winry i pałeczkami przeniosła swoje wasabi na mój talerz.
W tym momencie historii powinnam wytłumaczyć wam, co to takiego jest wasabi. 
Otóż wasabi to chrzan japoński, przyprawa stosowana w kuchni japońskiej, głównie jako dodatek do sushi. 
No właśnie, głównie PIEKIELNY dodatek do sushi. Przyprawa w nadmiernej ilości smakuje jak papryczka chilli albo tabasco wlane prosto z buteleczki do ust delikwenta. 

Pasta wasabi wygląda dokładnie tak. Można ją kupić w marketach "Bomi" w Polsce i "Świecie orientalnym".


    Jadłam sobie spokojnie moje krewetki w międzyczasie podkradając sushi Winry i na odwrót. Na moim talerzu były też zielone i czerwone liście sałaty i warzywa. Wzięłam pałeczkami jeden zielony liść i włożyłam go sobie do ust. Właśnie dotarliśmy do najlepszej części opowiadania! Pewnie już zgadliście, co się stało! Dokładnie tak. Zaczęłam żałować tego, że wasabi ma identyczną barwę co sałata. CAŁA porcja schowała się za listkiem i trafiła jednym ruchem do moich ust.
Wyglądała mniejwięcej tak:


Łzy leciały mi z oczu przez śmiech. Dobrze, że miałam przy sobie sok owocowy. Przydałby się jeszcze jeden...no i następny. Jednak przeżyłam tą konfrontację z piekielnym chrzanem. Miałam wrażenie, że poszło mi uszami, nosem, wszystkim. 
Oczywiście znajomi się śmiali, ja też. Chociaż w tamtym momencie nie było mi zbytnio do śmiechu...


                                                 
                                                    Hayashi Reyline

8 komentarzy:

  1. Ech, nigdy nie jadłam sushi, więc pewnie popełniłabym znacznie więcej wpadek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma sprawy z tą muzyką :D Miałam okazję spotkać się z przyprawą wasabi, jednak nie jadłam nigdy tradycyjnych japońskich potraw. Podejrzewam, że minie dużo czasu zanim się na to zdobędę xD Naprawdę współczuję Ci z tamtą sytuacją, ale teraz przynajmniej masz co wspominać <3
    PS: Jeśli chcesz się odwdzięczyć to mogłabym poprosić o jakieś zareklamowanie mojego bloga? Wiadomo, że jest nowy, więc liczę na dużo czytelników, bo bez nich nie ma sensu go prowadzić xD Jeśli możesz pomóc to byłabym naprawdę wdzięczna <3 Aczkolwiek do niczego nie zmuszam ; D
    Pozdrawiam
    Kusonoki Akane <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma sprawy z tą muzyką :D Miałam okazję spotkać się z przyprawą wasabi, jednak nie jadłam nigdy tradycyjnych japońskich potraw. Podejrzewam, że minie dużo czasu zanim się na to zdobędę xD Naprawdę współczuję Ci z tamtą sytuacją, ale teraz przynajmniej masz co wspominać <3
    PS: Jeśli chcesz się odwdzięczyć to mogłabym poprosić o jakieś zareklamowanie mojego bloga? Wiadomo, że jest nowy, więc liczę na dużo czytelników, bo bez nich nie ma sensu go prowadzić xD Jeśli możesz pomóc to byłabym naprawdę wdzięczna <3 Aczkolwiek do niczego nie zmuszam ; D
    Pozdrawiam
    Kusonoki Akane <3

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko jak ja nie cierpię wasabi >.< Ogólnie nie trawię ostrych potraw i przeklinam dzień kiedy włożyłam odrobinę do ust. Trzy szklanki wody i pół kartonu soku załatwiło sprawę ...
    Dawno nie byłam na twoim blogu :) Cieszę się, że mogłam sobie poczytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe, ciekawa historia :3 Ja ogólnie nie przepadam za wasabi i raczej go nie używam... Ale dobrze wiem jak smakuje! Mnie już paliło po minimalnej dawce, a po takiej jak Ty zjadłaś... Aż strach pomyśleć!! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też szczególnie nie przepadam za wasabi >-< Ale mój tata potrafi zjeść cały słoik. Nie mam pojęcia jak on to robi ( hah ) ;3 Pozdrawiam i mam nadzieję, że wyślesz mi wreszcie ten cosplay na konkurs ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. ooo, pamiętam moje pierwsze spotkanie z wasabi... jednak na szczęście zostałam poinformowana o jego "właściwościach". Mimo to lubiłam wkręcać osoby, które jadły ze mną sushi po raz pierwszy, żeby spróbowały tego zielonego czegoś, no ale oczywiście każdy wyczuwając podstęp z mojej strony próbował go tylko w małych ilościach xD kolejna przygoda z wasabi? jak robiłam sushi to do niektórych dodałam do środka właśnie tej zielonej przyprawy, pech chciał, że po przygotowaniu wszystkich kawałków, pomieszały mi się one i nie miałam pojęcia, które są z wasabi... Z moim szczęściem... trafiło mi się kilka palących kawałków i w dodatku tych, w których było najwięcej dodanego wasabi xD na szczęście obok była przygotowana zielona herbata :D

    OdpowiedzUsuń