piątek, 6 lipca 2012

Recenzja koncertu - "Anli pollicino"

                              "Na granicy z rzeczywistością"
                                

Wyobrażaliście sobie kiedyś, jak to jest stać na scenie przed milionami ludzi, wykrzykującymi wasze imię  szalenie porządane przed wyjściem zza kulis? Tłum fanów, światła reflektorów, przypływ adrenaliny i stresu. Wiąże się to z wielką odpowiedzialnością oraz ogromną odwagą. Nie wolno wam popełnić nawet najmniejszego błędu, no... chyba że chcecie zostać szybko znienawidzeni przez publiczność.
Ten świat, który wydaje się tak piękny, odległy i nieosiągalny, bywa okrutny. Sława, to kapryśna przyjaciółka. Nie każdy jest w stanie podołać zadaniom, którymi nas obarcza. Jest jednak osoba, która nie zasługuje jedynie na brawa, lecz na o wiele, wiele więcej.

                                                                 . . .

    Poznań to jedno z niewielu miast, które w ten niezwykły sposób urzekło mnie swoim pięknem. Spacer po starówce z dwoma największymi fankami j - rock - Haną i Winry okazał się być chwilowym ukojeniem wśród codziennego pośpiechu. Nadeszła godzina 20:00. Byłyśmy przed czasem. Do koncertu Anli pollicino zostało całe 60 minut oczekiwania. Ku memu zdziwieniu, zespół nie dał nam ani chwili wytchnienia. Pierwszy raz w życiu miałam okazję obejrzeć próbę przed rozpoczęciem występu. Na koncert zostałam zaproszona przez moją przyjaciółkę. Nie wiedziałam absolutnie nic o ich muzyce. Jedynie tyle, co udało mi się przesłuchać dzień wcześniej. Moje pierwsze wrażenie na temat zespołu? Shindy wygląda jak kobieta, a ich cały repertuar, którym dysponują praktycznie niczym nie różni się od siebie. Piosenki wałkowane w nieskończoność w pociągu zlewały mi się ze sobą.

Teraz stałam spokojnie za ściskającym się tłumem pod sceną. Nie miałam namniejszej ochoty pchać się pod samą barierkę. Ludzi było mało, porównując do koncertu Miyaviego, więc mogłam dokładnie przyjrzeć się każdemu z członków Anli pollicino.
Takuma nastrajał gitarę w całkowitym skupieniu. Kiyozumi irytującym waleniem w bębny nieświadomie prowokował widownię do pisku. Dokładnie! Co kolwiek chłopcy zrobili, było to powodem do darcia się w najlepsze.
-"Nie ma to jak psycho fanki" - dopowiada moja menadżerka Winry słysząc przypadkiem rozmowę jakiejś dziewczyny. Fanka mówiła o tym, że śledziła fan page Yoichiego, który podobno pisał o której dokładnie godzinie będą w Poznaniu. Gdy okazało się, że dotarli przed wyznaczonym czasem, psycho fan klub już wybiegł z domów by ich zobaczyć bądz ewentualnie przy odrobinie szczęścia zmacać wokalistę. Absurdalne, prawda? Ani trochę prywatności.
Dziewczyny krzyczały praktycznie cały czas. Zaczęłam zastanawiać się, kiedy całkowicie wysiądą im gardła. Yoichi miał dzięki temu niezły ubaw. Chłopakowi przez całą próbę, a także koncert, uśmiech praktycznie w ogóle nie schodził z twarzy.  Zaciesz na całego! Po prostu uroczy. Jednak nie to mnie najbardziej interesowało. Wzrokiem próbowałam odnaleść Shindy'ego. Moje starania okazały się mało skuteczne...



Godzina 20:45, już niedługo nastąpi chwila wyczekiwana przez wszystkich.

Prawdopodobnie mi nie uwieżycie, ale gdybym była psycho fanką, już dawno umarłabym ze szczęścia! Siedząc na ciemnej skórzanej kanapie zauważyłam, że za udekorowaną szybą jest pokój. Przez dużą dziórę można było wszystko zobaczyć. I tak oto metr odemnie stał sobie pan Takuma oraz pan Masatoshi. Był z nimi ich menadżer. Miałam ubaw po pachy gdy widziałam jak cała reszta tłumu gapi się na scene i niczego nie świadoma, krzyczy i wyczekuje. Ja i Winry patrzyłyśmy sobie na nich dłuższą chwilę. Czekałam, aż pojawi się Shindy. Tak bardzo chciałam zobaczyć tylko jego.
 Krzyki fanów, skaczące nastolatki, obłęd. Dobre piętnaście minut męczyli się z wywoływaniem swoich idoli, którzy siedząc w tamtym pokoju, rozmawiali o czymś w najlepsze. Wskoczyłam na kanapę. Ten pomysł był genialny! Widzę całą scenę i jednocześnie chronię się od zgniecenia. Rei i dzicy fani - 1 - 0.  Ostatnie sekundy. Krzyk. Chłopcy wybiegają na scenę. Dym i światła reflektorów padają prosto na nich. Nigdzie nie ma Shindy'ego. Tak! Pojawia się chłopak o długich brązowych włosach w czerwonej marynarce. Nie pamiętam kiedy dokładnie serce stanęło mi w piersi. Zapomniałam chyba... jak się oddycha. Drodzy państwo - Anli pollicino!




                      Z mojego punktu widzenia...




    Zawsze powtarzałam, nie oceniaj kogoś zanim go dobrze nie poznasz. Denerwowało mnie, gdy moja gdy ktoś mówił " Ten film jest głupi. Jak w ogóle możesz to oglądać?" wcale nie próbując nawet go zrozumieć.

Tym razem i ja popełniłam ten sam błąd. Oceniłam Shindy'ego zanim udało mi się dobrze posłuchać jego muzyki. Komercja, myślicie. Całkowita pomyłka. W momencie gdy wokalista Anli pollicino wyszedł na scenę ogarnęło mnie uczucie niemożliwe do opisania. Dwa razy Shindy spojrzał mi prosto w twarz. Dziwne uczucie...
 Jego śpiew, ruchy, sposób bycia na scenie. Wszystko wydawało się tak płynne i zlewające się w jedną, doskonałą całość. Widać, że gdy śpiewa jego serce jest szczęśliwe. Nie wyglądał, jakby zależało mu na pieniądzach, popularności oraz wszystkiemu bez czego amerykanska gwiazda pop się nie obejdzie. Jest wokalistą Anli pollicino dlatego, że to kocha. Robi to dla nas i samego siebie.  Był, jest i zawsze będzie kimś wielkim dla mnie i wielu innych.


                                                                   . . .


Oto zdjęcia zrobione w dniu koncertu w klubie znajdującym się na starówce w Poznaniu.

   wokalista - Shindy

             perkusista - Kiyozumi      
                                gitarzysta - Yoichi                                


 gitarzysta - Takuma



Dziękuję wszystkim za przeczytanie. Mam nadzieję, że ci którzy nigdy nie słuchali zespołu "Anli pollicino", sięgną kiedyś po ich dyskografię.




Ps. Polecam piosenkę "Taste me"


                                                                                                  

                                                                                               Hayashi Reyline

6 komentarzy:

  1. Jedyne co przychodzi mi na myśl -> *o* Po prostu nie mogę znaleźć słów. Opisałaś wszystko tak sugestywnie, że (jakkolwiek głupio to zabrzmi) poczułam się jakbym tam była. Genialne.
    Przesłuchałam kilka utworów "Anli pollicino", ale żaden (poza taste me) nie wydał mi się wyjątkowy. Może niedługo znajdę trochę czasu i posłucham ich "porządnie" ;) Tymczasem jeszcze trochę się pozachwycam, tym razem cosplay'em. Anna w twoim wykonaniu to majstersztyk. Naprawdę widać, że wszytko jest dopracowane. Natomiast Nezumiego widziałam na "nyanyan.mangowe' ;p
    Do napisania!

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, ale zazdroszczę Ci tych wszystkich cosplay'ów - sama bardzo chciałabym tego spróbować. Skąd bierzesz stroje i peruki? :D Zajefajne są te zdjęcia :3
    PS Pytałaś się mnie, czy czytałam "Jeśli pójdziesz za mną". Niestety nie, ale mam na uwadze. A Ty czytałaś? Książka jest godna uwagi?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, byłam na tym koncercie i stałam pod samą sceną, dosłownie pół metra przed Shindim *o* I nie było tam barierek xD Tylko sama scena. I jeden ochroniarz.
    Jestem ciekawa czy słyszałaś moje i koleżanki "Ai Shiteru", kiedy tylko zapadała cisza xD

    Siedziałaś sobie na kanapie xD A ja stałam pod samą sceną i dotykałam Shindiego XD I brałam udział w pogo xD Było naprawdę świetnie!

    Hehe, na jednym ze zdjęć (na pierwszym) widać moją rękę xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, tak, byłam c: W końcu jak można przegapić darmowy koncert j-rockowego zespołu w swoim mieście, jakieś 10 minut drogi autem od mojego domu? Pisałam o tym tutaj: http://kawaii-recenzje.blogspot.com/2012/07/relacja-z-koncertu-anli-pollicino.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Nyaaaan... Koncert był niesamowity... Nie mogę się doczekać aż znowu odwiedzą Polskę (*^*)
    Jakby ktoś był bardziej zainteresowany zespołem - zapraszam na polski blog poświęcony wyłącznie Anli - http://anli-pollicino-pourando.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm.. Nigdy nie słyszałam o tym zespole, ale już nadrabiam zaległości. Dziękuję za polecenie piosenki, przesłucham jej jako pierwszej. :)

    PS ten koncert naprawdę był darmowy?

    OdpowiedzUsuń